niedziela, 20 grudnia 2015

"Doświadczyć niepełnosprawności - historia prawdziwa".

      Idzie szósty rok od kiedy to się zdarzyło. Pamiętam dokładnie jakby to było wczoraj. Ten wypadek.... Było lato, do wakacji brakowało zaledwie kilku dni. Jechałem rowerem po chodniku. Z prawej podwórko, z lewej żywopłot, za nim ulica. Przede mną zakręt i...nagle...Nie mogę znaleźć hamulców. Autobus. Płaczę. Pełno ludzi wokół mnie. Nie czuję bólu, ale wiem, że coś mi się stało. Mój rower leży wykrzywiony pod pojazdem. Mdleję. 
      Jadę karetką pogotowia. Jestem w szpitalu. Czyszczą moją ranę jakimś brązowym płynem. O Boże jak to piecze. Znowu mdleję. Pamiętam jeszcze ten duży pędzel którym to robili. 
      Że też zachciało mi się brać wtedy rower. Miałam przecież niedaleko. Pamiętam że zastanawiałam się czy wziąć go czy nie. No cóż nie mogłam wtedy przewidzieć skutków. 
      Mam bardzo duży ubytek mięśnia w lewym udzie. Jest to bardzo widoczne i brzydkie. Mam teraz 14 lat i mimo czasu jaki upłynął od tego zdarzenia wciąż zadaję sobie pytanie: Czy los wynagrodzi mi ten ciągły strach o przyszłość, ten ból? Życie mnie wkurza. Nigdy nie miałam tego czego naprawdę pragnęłam. 
      Rodzice nigdy ze mną nie rozmawiali. Dobrze, że przynajmniej dużo czytam. To właśnie książki nauczyły mnie nie zgubić się w tłumie. 
      Kiedy leżałam w szpitalu Z bardzo gorąco wierzyłam w Boga. Teraz moja wiara już wygasła. Zbyt dużo cierpienia i łez jest w otaczającym nas świecie. A skoro "on" nas tak strasznie kocha
i stworzył nas i jest taki wszechmocny dlaczego tak spokojnie może patrzeć na ludzkie gorzkie cierpienie? Mnie się wydaje, że większość z nas ufa mu, ponieważ myśl, że jest ktoś taki wielki i może pomóc jest silniejsza od poczucia rzeczywistości. 
      Dużą siłę daje mi moja muzyka. To dzięki niej np. na koncertach mogę wyładować całą swoją energię i zapomnieć o tym jaki gorzki cukierek podał mi do ust los i nie pozwala go wypluć.
      W szpitalu Z leżałam dwa miesiące. Pielęgniarki były bardzo miłe chociaż o zmianie pościeli musiała przypominać im moja mama. A trzeba było to robić bardzo często ponieważ z rany jak z potoku leciała paskudnie cuchnąca ropa. O lekarzach lepiej nie wspominać, wciąż jestem do nich negatywnie nastawiona. Drugą nogę też mi zeszpecili, ściągnęli mi z niej skórę potrzebną na chorą nogę. Teraz mam paskudny ślad i kiedy na niego patrzę obrzydzenie mnie bierze. Zadaję sobie pytanie czy oni naprawdę się dobrze na tym znali i mam do nich żal. 
      To mój drugi przeszczep. Obudziłam się za wcześnie lub dostałam za dużo narkozy bo wszystko widzę przez mgłę. Ktoś siedzi przy mnie i trzyma mnie za rękę. Zaczynam płakać, czuję się jakbym była naćpana. Mam wrażenie, że wszystko wali się na mnie. Nie chcę i nie mogę puścić tej czyjejś ręki. Kto jest jej właścicielem? Nie wiem, nie widzę. Zasypiam. 
      Musieli mnie i wielu innych przenieść do różnych szpitali. Ja trafiłam do L i bardzo się z tego cieszę. Lekarz bardzo ciepło mnie przyjął co dodało mi otuchy. Wpierw umieszczono mnie na oddziale dziecięcym. Moje pierwsze wrażenie nie było zbyt zachęcające. Przeraziły mnie dzieci leżące bez ruchu, białe jak prześcieradła na twarzy. Łóżko miałam na małej sali na której leżały ze mną trzy dziewczynki starsze ode mnie. Pamiętam jedną z nich, to ona pierwsza przełamała lody i bardzo się polubiłyśmy. 
      I znowu operacja... Boję się jej jak każdej innej. Wiozą mnie pół przytomną na salę operacyjną. . Jestem już na sali. Widzę jak przywiązują moje ręce i te rażące w oczy światła nad głową. Układają moje nogi. Ktoś ciepło szepcze: śpij już śpij. Zasnęłam jak gdyby nigdy nic tak naprawdę się nie wydarzyło. 
     Wiele zawdzięczam pomocy innych. Pamiętam chłopaka, który miał jakieś kłopoty z kręgosłupem. Woził mnie na wózku po korytarzu, wywoził na dwór. Do tej pory spotykam go czasem na mieście. 
      Wciąż leżę na oparzeniowym. Do mojej sali, którą dzieliłam z panią N wprowadził się ktoś. Podobno młoda dziewczyna, piszę podobno bo nie byłam się w stanie zorientować ani w płci ani w wieku. Z tego co wiem była z chłopakiem pod namiotami. Byli nieostrożni. Spalili się. Chłopak zginął na miejscu, ona dołączyła do niego jakieś dwie godziny później. Pamiętam do tej pory jak spod prześcieradła wystawały jej stopy i czubek głowy. To był straszny widok. Te widoczne części ciała...czegoś tak ohydnego nie widziałam nigdy w życiu. Pamiętam, że płakałam potem przez całą noc. 
      To co usłyszałam pewnego wieczoru w domu na zawsze wryło mi się w pamięć.Rodzice mieli gości. Usłyszałam jak mama rozmawia o mnie. Byłam ciekawa co mówi. Niewiele zrozumiałam, ale słowo amputacja usłyszałam wyraźnie. Ludzie!!! Mogłam zostać kaleką! To okropna myśl. Nie wiem jak bym zniosła całe życie na wózku inwalidzkim. Wtedy właśnie pojęłam jaką siłę posiadają niepełnosprawni. Naprawdę bardzo ich podziwiam. To są najbogatsi ludzie pod względem psychicznym. Strach wtedy. Dzisiaj podziw i szacunek.
         
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz